Przychodzi wykonawca, mówi, że się zna. Montuje i go nie ma.
Najczęstszy obraz z naszych serwisów po cudzych ekipach: urządzenie zamontowane, sterownik na ustawieniach fabrycznych, nikt nie liczył domu ani grzejników. Zimą zaczynają się cyrki: chłodno w jednym pokoju, grzałka dogrzewa resztę, rachunek rośnie. Dzwonisz, numer nie odbiera albo „to nie nasza wina, to urządzenie”. Z naszych diagnostyk wynika coś innego: w około 90 % przypadków to nie wina pompy, tylko błędy ludzkie przy doborze, montażu i ustawieniu. To nasza obserwacja z montaży i serwisów, nie statystyka branży.
Pompa premium do domu, który i tak trzeba ocieplić.
Sprzedawca liczy moc z metrażu, a dom jest „w miarę ocieplony”, bo ktoś kiedyś przykleił kilka centymetrów styropianu. Kupujesz drogie urządzenie, a strata w dachu i oknach zostaje. Płacisz dwa razy: za moc, której po ociepleniu nie użyjesz, i za prąd, który idzie w dach. Kolejność jest odwrotna: jeśli są pieniądze, najpierw dach, potem pompa. Czasem w pierwszej kolejności wcale nie powinna być pompa.
Oferta bez temperatury wody. Grzejniki zostają „bo działały”.
Przy kotle grzejnik Purmo typ 22, 600×1000 mm, daje według tabeli producenta 1709 W przy 75/65 °C. Przy 55/45 °C, czyli bliżej pracy pompy, zostaje 864 W. Nikt tego nie policzył, więc zimą w pokoju chłodno. Podkręcasz sterownik, cały dom płaci za jeden pokój, a grzałka wspomagająca dogrzewa to, czego pompa nie dała. Dom ciepły. Widać to dopiero na rachunku za prąd. Grzejniki stylowe, ale za małe, to z naszych montaży rachunek wyższy o 30–40 % — nasza obserwacja, nie obietnica dla Twojego domu.
Dlaczego u nas inaczej: zaczynamy od danych domu, nie od katalogu. Najpierw straty budynku i trudne pokoje, temperatura wody przy chłodnej pogodzie, moc grzejników przy planowanych parametrach, przepływy, średnice, sterowanie, ciepła woda, planowane ocieplenie. Dopiero potem wycena. Jeśli z danych wynika „jeszcze nie kupuj”, piszemy to wprost. Doradzamy za całokształt, nie podłączamy metrów rurki.